Park Narodowy Mu Koh Lanta

Podczas miesiąca na Koh Lancie można zobaczyć tutaj bardzo dużo. Ostatnio pogodę mamy w kratkę – słońce i deszcz na przemian. W jeden z tych słonecznych dni postanowiliśmy wybrać się na skuterach do jedynego Parku Narodowego na wyspie – Muh Ko Lanta. Od naszego miejsca zamieszkania do parku, dzieli nas 15 kilometrów jazdy. Po kilku kilometrach na południe, we względnie cywilizowanych warunkach, ruch praktycznie zamiera a droga zaczyna się wić, jakbyśmy jechali ku górskiej przełęczy. Jedyne znaki jakie nam towarzyszą, to te informujące o stopniu nachylenia podjazdu lub zjazdu, który najczęściej waha się w przedziale 15-20%. Nasze skutery z wielki trudem, ale dawały radę tym górkom.

Koh Lanta, czyli życie na wyspie

Po deszczowym i gorącym Bangkoku przyszła pora na zmianę klimatu. Zapragnęliśmy w końcu doświadczyć błękitnego morza, złotego piasku, palm kokosowych i lekkiej bryzy na twarzy. Jednym z niewielu planów, jaki mieliśmy wyklarowane przed wyjazdem, były przenosiny z Bangkoku na Koh Lantę – jedną z większych wysp na południu Tajlandii. Od celu dzieliło nas około 800 kilometrów i po rozpatrzeniu opcji: pociąg, samolot i autobus, wybór padł na autobus. Wychodziło najtaniej i w dodatku oszczędzaliśmy pieniądze na jednym noclegu, ponieważ kurs był realizowany nocą. Okazało się to być bardzo dobrym wyborem, bo prócz pieniędzy w portfelu, doświadczyliśmy również ciekawej rzeczy. Po kilku godzinach jazdy autobus zatrzymał się przed dużym budynkiem, do którego wprowadzono nas na posiłek. Rzecz jasna, wliczony w cenę biletu. Usiedliśmy przy sześcioosobowym osobowym stole i każdy otrzymał miseczkę „ryżowej owsianki”. Pośrodku stołu znajdowało się obrotowe podwyższenie, na którym leżały cztery półmiski z których można było sobie nakładać dodatki do ryżu wedle uznania. Po takim posiłku ładowaliśmy się do autobusu i już bez przerw dojechaliśmy do Krabi a następnie na Koh Lantę.