Recenzja – Dotknij Boga, czyli o ubogiej twarzy polskiego Kościoła

Nieco ponad tydzień temu do mojej skrzynki wpłynął nietypowy mail – propozycja zrecenzowania książki. Nie miałem nigdy do czynienia z tego typu sytuacją więc ochoczo zareagowałem na sprawę. W mailu, nowa pozycja Patryka Świątka (z bloga Paragon z Podróży) została opisała w taki sposób:

 

[…] Jego celem było odwiedzenie wspólnot kościelnych i świeckich, o których nie usłyszymy w mediach. Patryk poznał ludzi, którzy celowo ukryli się przed światem, a ich praca nie jest na pokaz. Podczas podróży udało mu się dotrzeć  nawet do wspólnot, do których nikt z zewnątrz nie ma dostępu (wspólnota Cenecolo, Barka), gdzie pukał, prosząc o nocleg i jedzenie.

 

Tematyka religijna jest mi bardzo bliska, więc byłem bardzo ciekaw, co Patryk ma do zaoferowania w tym temacie. Chętnie przystałem na propozycję współpracy i kilka dni później w mojej skrzynce pocztowej wylądował świeży, recenzencki egzemplarz, którego okładka krzyczała: „Dotknij Boga”.

 

Miałem akurat wolny wieczór więc zacząłem sobie leniwie kartkować książkę i przeglądać czarno-białe zdjęcia. W pierwszej chwili pomyślałem sobie, że całość prezentowałaby się o wiele lepiej z fotkami w kolorze. Nie wiedziałem wtedy jednak, że kiedy zacznę czytać, będzie to bez większego znaczenia.

 

Przed lekturą byłem trochę sceptycznie nastawiony, ponieważ, po pierwsze – temat niełatwy, po drugie – czytałem już kilka pozycji blogerów podróżniczych i często były to flaki z olejem, nierzadko doprawiane sporą dawką wyczuwalnego poczucia wyższości nad innymi, czego nie znoszę. O Patryku nie wiedziałem praktycznie nic, więc ostatecznie moje uprzedzenia musiał zweryfikować papier.

 

I to jak zweryfikował! Książka okazała się niesamowita i poruszyła wiele moich czułych strun. Przez całe 260 stron lektury co rusz doznawałem szoku, nie dowierzałem, współczułem, podziwiałem, rozmyślałem. Nie działo się to za sprawą wartkiej akcji, a za sprawą ludzi i miejsc, które Autor opisał.

 

To co mi się szalenie podobało w pisaniu Patryka, to brak moralnej gadki i pouczeń. Było dużo przemyśleń, ale nie ma wątpliwości, że są to bardzo osobiste wnioski i odczucia autora, którymi się dzieli. Myślę, że tej umiejętności i pokory nauczył się w trakcie podróży, co bardzo pomogło książce. No, ale po kolei.

 

Patryk, poruszony wezwaniem papieża Franciszka, który powiedział: „Pragnę Kościoła ubogiego dla ubogich”, postanowił ruszyć w Polskę w poszukiwaniu ubogiej twarzy Kościoła. Żeby tego było mało, pojechał zupełnie bez pieniędzy, wykorzystując autostop jako jedyny środek transportu. Można by pomyśleć, że niezły świr, ale w tym szaleństwie miał metodę.

 

Aby wejść w określone środowisko musiał przestawić swój sposób myślenia i powierzyć siebie i swoją podróż Bogu. Patryk miał jedynie listę ośrodków, które w świadomości przeciętnego Polaka albo nie istnieją, ale co najwyżej ledwo słyszalnie dźwięczą. I tak zjechał  wzdłuż i wszerz całą Polskę bez grosza przy duszy podczas gdy jego losem kierował przypadek, albo Bóg, jak woli pisać. Bóg zatroszczył się także o nocleg i pożywienie, których po drodze mu nie brakowało. Choć to tylko otoczka do zasadniczej historii, sama w sobie robi ogromne wrażenie.

 

Wspólnoty Kościelne które odwiedza Patryk, to prawdziwa, ludzka twarz miłosiernego Boga. Byłem zdumiony jak mało wiem o takich miejscach, które nie uprawiają marketingu, nie kreują wizerunku, gdzie ludzie pokornie wykonują swoją pracę i niosą pomoc, z dala od wszystkich oczu, praktycznie niezauważalnie. Istnieją wspólnoty z pomocą ukierunkowaną na narkomanów, alkoholików, bezdomnych, kryminalistów, czy też niepełnosprawnych. Patryk w każdym z takich miejsc spędzał po kilka dni, żyjąc tak samo jak wszyscy tam obecni, bez taryfy ulgowej. Prał, gotował, sprzątał, wstawał rano i w nocy na modlitwy i czuwania. Chciał przesiąknąć każdym odwiedzanym miejscem, wtopić się w otoczenie. Po przeczytanych historiach ludzi z którymi zdołał porozmawiać, śmiem twierdzić, że udało mu się to doskonale.

 

Podczas lektury co rusz byłem zdumiony i zawstydzony jednocześnie, że z taką łatwością potrafię niesłusznie osądzić człowieka, któremu po prostu w życiu nie wyszło. Przy niektórych rozdziałach czułem się jak na emocjonalnym rollercoasterze, czytając historie narkomanów i alkoholików, którzy mieli normalne, dobre życie, następnie stoczyli się na samo dno a aktualnie są na etapie powracania do normalnego świata. A wszystko to dzięki przeogromnej pracy wielu ludzi, którzy nie czekają na oklaski, tylko dzień w dzień służą swoim bliźnim i Bogu. Nad czytelnikiem krąży ciągle jedna myśl: Skąd ci ludzie mają w sobie taką siłę, aby poświęcić swoje życie dla ubogich i potrzebujących?

 

„Dotknij Boga” to pozycja którą trzeba przeczytać. Jest to książka która co najmniej zmusza do zastanowienia się nad hierarchią wartości w naszym życiu. Matka Teresa z Kalkuty powiedziała: „Ubodzy są nadzieją ludzkości. Są naszą szansą na zbawienie„. Po przeczytaniu tej książki ciężko się nad tym poważnie nie zastanowić.

 

Gorąco polecam.

Dziękuję wydawnictwu „Znak” za wysłanie książki 🙂

1 Komentarzy

  1. Dominiksays:

    Witam, polecam tworczosc Johna Eldredge’a. Na pierwszy rzut „Dzikie serce” a pozniej pozostale jego ksiazki lub „Zyc mocniej” czyli wszystko w pigulce. Ja swoja droge juz znalazlem. Pozdrawiam

Zostaw komentarz

Twój mail nigdy nie zostanie udostępniony osobom trzecim. Wymagane pola są zaznaczone.