Sprawdzone pakiety internetowe na telefon- Tajlandia, Malezja, Laos, Kambodża

Uwaga! Dane są aktualne na luty 2015. 

Internet za granicą zawsze sprawia większe lub mniejsze problemy a już szczególnie  w Azji, dlatego postanowiłem zebrać informacje do kupy i stworzyć przejrzysty poradnik, który powinien Wam pomóc przy wyborze odpowiedniego operatora i pakietu w kilku krajach Azji Południowo-Wschodniej. Wszystkie karty i pakiety sami posiadaliśmy i testowaliśmy. W mobilnym świecie, oferty zmieniają się dość szybko, więc ciężko powiedzieć jak długo ten poradnik będzie aktualny. Przy każdym kraju podałem też adresy stron www, gdzie powinny być aktualne informacje odnośnie cen i pakietów. Ceny starterów z reguły wahają się na poziomie 5-8 zł. Z dostępnych pakietów internetowych wybieram te, które w mojej opinii są najbardziej opłacalne. Każdy pakiet działa także od razu po włożeniu karty do przenośnego modemu.

Koszty życia w podróży – na miejscu i w drodze

Myślę, że ten temat może zaciekawić wiele osób. Każda osoba planująca, lub marząca o podróży, w pewnym momencie dochodzi do kwestii finansowej. To bardzo rozległy temat i przy pytaniach o koszty podróży, należy najpierw dodać nieśmiertelne: „To zależy”. Po prostu nie da się konkretnie i jednoznacznie odpowiedzieć, bo ile osób, tyle wymagań. Nie będę się zatem silił na odpowiedź, lecz po prostu zaprezentuję Wam jak kwestia finansowa wygląda u nas. W celach poznawczych zaprezentuję nasze koszty na przestrzeni dwóch miesięcy, podczas których podróż miała różny charakter. W listopadzie byliśmy stacjonarni. Wynajęliśmy domek na tajskiej wyspie – Lancie, natomiast między 10 grudnia a 10 stycznia (wyłączam 10 dniowy okres w ośrodku medytacji) dalej zwiedzaliśmy Tajlandię, a następnie Malezję, Singapur i Kambodżę, czyli innymi słowy – byliśmy w drodze. Zapraszam do szczegółowego porównania kosztów, wraz z opisem w jakich warunkach sypialiśmy, gdzie jedliśmy, czym jeździliśmy oraz z jakich rozrywem korzystaliśmy. Myślę, że to może dać całkiem dobry obraz budżetu, jaki trzeba planować przed podróżą do tej części Azji.

Trudy podróży po Azji

Zawsze kiedy myślałem o długiej podróży, przed oczyma stawały mi nieznane dotąd światy, bogate kultury, nieodkryte miejsca, nowe znajomości z ludźmi balansującymi na granicy życia i śmierci, oraz przeświadczenie, że  to dopiero by było prawdziwe życie. Nic dziwnego. Dużo się mówi i pisze o zaletach podróży, w jakie miejsca może ona zanieść, z jakimi ludźmi złączyć i czego dać doświadczyć. To wszystko prawda, ale podróż to też szereg wielu trudów i niewygód. Jesteśmy w drodze dopiero trzy miesiące a to już wystarczyło aby przekonać się, że nie wszystko jest takie piękne jakby się wydawało. Ruszyliśmy z romantycznym nastawieniem, które z czasem nieco zblakło. Codzienność podróży, która nie zawsze jest tak fascynująca jak się ją opisuje, zmusiła do wielu przemyśleń i stawieniu czoła rzeczom takim, jakimi są, a nie jakimi chciałoby się, żeby były.

Laos – Skuterem przez płaskowyż Bolaven

Wodospady, ludzie, plantacje kawy i herbaty, zimne noce w górach. Tak zapamiętamy naszą 3 dniową wycieczkę po płaskowyżu Bolaven, w okolicach Pakse – największego miasta południowego Laosu. Przedostaliśmy się tutaj autobusem prosto z błogiego relaksu na Don Det, aby dla odmiany zażyć trochę ruchu i przygody. Po przeprowadzeniu krótkiego dochodzenia w internecie, na temat atrakcji okolicy, postanowiliśmy wypożyczyć skuter, zostawić zbędny bagaż i wybrać się na 3 dniową pętlę, liczącą trochę ponad 300 km.

4000 wysp w Laosie

Kilka dni kompletnego relaksu, to coś, czego nam było trzeba. Po aktywnych 3 tygodniach stwierdziliśmy, że czas zwolnić i dać sobie chwilę na odpoczynek. W Kambodży nie zabawiliśmy zbyt długo, ograniczyliśmy się do dwóch głównych węzłów turystycznych, czyli Phnom Penh i Siem Reap, z Angkorem na czele. Prawdopodobnie w związku z dużym chaosem, ruchem ulicznym i wszechobecną biedą i smrodem, dopadło nas coś w stylu podróżniczej chandry. Nie mieliśmy ochoty zwiedzać, a rykoszetem dostał Angkor, który potraktowaliśmy trochę po macoszemu. Zaliczone – to słowo najlepiej obrazuje nasz romans ze starożytnymi ruinami Państwa Khmerów. Zaszła potrzeba zmiany otoczenia. W takiej sytuacji przyspieszyliśmy naszą wizytę w Laosie.

Kambodża – rowerem po prowincji

Martę dopadło jakieś choróbsko i zdecydowała, że jeden dzień spędzony w pokoju, wspomagany ciepłą herbatą dobrze jej zrobi. Do Angkoru sam jechać nie chciałem, więc postanowiłem wybrać się na rowerową przejażdżkę po wioskach otaczających Siem Reap. Tak sie złozyło, że nawet nasz hostel miał do wypożyczenia rowery za darmo. Jak dobrze wiemy, w takim przypadku, oznacza to raczej sprzęt z niskiej półki. Pierwszy testowany rower nie miał hamulców. Na szczęście następny lepiej spisał się w tej kwestii. Dostałem zapięcie z kłódką wielkości dłoni i mogłem ruszać. Planowałem jechać w kierunku jeziora Tonle Sap, gdzie są sławne pływające wioski. Raczej nie łudziłem się, że je zobaczę, bo z tego co wiem można się tam jedynie dostać za pomocą łodzi. Nie przejąłem się tym zbytnio bo i tak głównym założeniem było przyjrzenie się prowincji, no ale, jakiś tam cel miałem.