Trudy podróży po Azji

Zawsze kiedy myślałem o długiej podróży, przed oczyma stawały mi nieznane dotąd światy, bogate kultury, nieodkryte miejsca, nowe znajomości z ludźmi balansującymi na granicy życia i śmierci, oraz przeświadczenie, że  to dopiero by było prawdziwe życie. Nic dziwnego. Dużo się mówi i pisze o zaletach podróży, w jakie miejsca może ona zanieść, z jakimi ludźmi złączyć i czego dać doświadczyć. To wszystko prawda, ale podróż to też szereg wielu trudów i niewygód. Jesteśmy w drodze dopiero trzy miesiące a to już wystarczyło aby przekonać się, że nie wszystko jest takie piękne jakby się wydawało. Ruszyliśmy z romantycznym nastawieniem, które z czasem nieco zblakło. Codzienność podróży, która nie zawsze jest tak fascynująca jak się ją opisuje, zmusiła do wielu przemyśleń i stawieniu czoła rzeczom takim, jakimi są, a nie jakimi chciałoby się, żeby były.

Zdystansowanie od rodziny i przyjaciół

Zauważam, że czy tego chcemy czy nie, tworzy się przepaść między nami a tym, co nazywamy domem. Prócz najbliższej rodziny, naprawdę niewielu znajomych obchodzi gdzie jesteś i jakie przygody przeżywasz. Prowadzą swoje życie w którym nas nie ma i z którego z biegiem miesięcy i lat, najprawdopodobniej byśmy zostali wykluczeni, gdybyśmy nie zdecydowali się wrócić. Być w podróży, to jak być na pokładzie innego statku, który płynie do innego portu.

Utrudniony dostęp do zdrowego jedzenia

Będąc w Polsce zbyt rzadko doceniamy dostęp do dobrej, zdrowej żywności. Bezrefleksyjnie bierzemy wszystko za pewnik, są dni kiedy nie chce nam się gotować obiadu a czasem narzekamy, że trzeci dzień z rzędu jemy kiszoną kapustę. Ile byśmy teraz dali za dobrą kiszonkę! W Azji jedzenie jest dobre, ale zazwyczaj głęboko smażone, doprawiane szalonymi ilościami cukru, soli i sztucznych przypraw, oraz, co dla nas najważniejsze, rzadko wegetariańskie. Dopiero w miastach mamy szerszy wybór, natomiast poza nimi, jesteśmy zazwyczaj skazany na ciągły ryż z warzywami ,a i ten nie zawsze jest dostępny. Nawet mając kuchnię do dyspozycji, dostęp do składników jest ograniczony i są one drogie, bo importowane. O dobrym chlebie, pierogach z kapustą i grzybami, domowym spaghetti możemy co najwyżej pomarzyć. Naprawdę docenia się dopiero, gdy się straci.

Jeszcze większy mętlik w głowie

Miałem oczekiwania co do tej podróży. Miałem nadzieję, że uporządkuję sobie wiele spraw i być może odnajdę w sobie jakieś nowe powołanie. Nic z tego nie miało miejsca. Mało tego, w głowie mam większy mętlik w związku z tym gdzie dalej chcę podążać w życiu. Przekonałem się, że wszystko można robić na tyle sposobów, z tak różnymi celami i motywami, że obranie tej właściwej drogi zdaje się bardziej skomplikowane niż kiedykolwiek.

Podróż jest męcząca 

Sama podróż jest zwyczajnie męcząca. Szczególnie taka, podczas której w ciągu miesiąca przeskakujesz z miejsca na miejsce co kilka dni. Za każdym razem trzeba powtórzyć procedurę znalezienia sensownej opcji dojazdu, noclegu, spakowania całego dobytku z powrotem do plecaków i w końcu spędzić kilka, lub nawet kilkanaście godzin w podróży. W międzyczasie ciężko odpocząć, wciąż gnany myślą, że trzeba zobaczyć jak najwięcej, a ostatecznie kończy się, tak naprawdę widząc niewiele.

Zmniejszone zainteresowanie nowymi miejscami

Widząc tak wiele nowych miejsc, z czasem przyszło wrażenie, że już niewiele może nas zaskoczyć. W tym sensie, że mamy coraz większy problem, aby zachwycić się tylko powierzchnią rzeczy. Potrzebujemy coraz więcej bodźców, aby się zainteresować, aby uznać miejsce lub doświadczenie za wartościowe. Kolejna buddyjska świątynia nie robi już na nas większego wrażenia. Patrząc na kolejne muzeum w przewodniku, nie potrafię wykrzesać z siebie entuzjazmu. Romantyzm w znacznej mierze przeminął, wciąż tam jest, ale już nie tak wyraźny jak na początku.

Idea podróży już nie wydaje się taka prosta

Podróż i miejsca stały się towarem, powszechnym i ogólnodostępnym. Uważam, że największa przeszkodą w podróżowaniu jest konsumpcyjne podejście do niego. Sam mam czasem wyrzuty sumienia, że będąc w jakimś miejscu przez kilka dni, nie wycisnąłem z niego tyle ile się da. Przez to zdarza się uczucie, że nie należę tutaj, że lepiej by było po prostu w domu, niż karmić i powiększać w ten sposób swoje ego. Nie dostrzegam już w podróży żadnej nobilitacji i wzniosłych rzeczy. Trafiamy na miejsca w których dla uciechy turystów zwierzęta cierpią, a wioski są zmieniane w ludzkie zoo. Widzimy dużo niesprawiedliwości w przemyśle turystycznym. Coraz częściej zadaję pytania: po co, jaki jest sens? Zaczynam czuć, że marnuję czas, że podróż być może nie wnosi do mojego życia tyle, ile bym chciał. Pojęcie i sens podróży robią się skomplikowane.

Trudności w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi

Wbrew wspaniałym wizjom, jakie roztacza nowy kraj i nowa kultura, nie jest łatwo poznać ich mieszkańców. Okazuje się, że nie jestem z nimi nawiązać jakiejkolwiek nici porozumienia, bo w ich oczach widnieję jako zwykły turysta, który przyjechał zabawić się, odwiedzić te same miejsca co wszyscy i wrócić do domu. Kiedy pytam o wskazanie jakichś nieturystycznych miejsc patrzą tylko zdziwieni i nie wiedzą o co mi chodzi. Ale przecież wszystkie białasy tam chodzą i się podoba, więc czego chcesz? To tworzy barierę, którą aby pokonać, potrzeba albo czasu, albo szczęścia. Ostatecznie, jesteśmy tymi obcymi. W międzyczasie poznajemy głównie innych podróżników z którymi najczęściej prowadzi się w kółko te same rozmowy. Gdzie byłeś, jak jest tu i tu, co warto zobaczyć tam i siam. Typowy trash-talk. Konfrontując to z wizją, którą miało się jeszcze przed wyjazdem, trudno to przełknąć.

Ostatecznie

Doszedłem do wniosku, że w podróżach na doświadczenie prawdziwych i wartościowych rzeczy trzeba zapracować. To samo zresztą powtarzał jeden z moich mistrzów, Ryszard Kapuściński, który zawsze uważał, że podróże są piekielnie męczące. Podróż nie kształci, póki nie włoży się pracy w uprzednie poznanie kraju i kultury poprzez czytanie książek. Podróż nie zmienia człowieka, dopóki nie włoży pracy w głębsze przemyślenia, dotyczące tego, co widział, słyszał, poznał. Bez tej pracy każda podróż jest jałowa i w gruncie rzeczy sprowadza się do tego, ile ładnych zdjęć i historyjek się przywiozło. Podróż ma sens dopiero wtedy, kiedy wywołuje jakieś zmiany.

Muszę jednak postawić sprawę jasno: ta podróż jest jednym z najlepszych okresów w moim życiu. Bo mimo trudów, uczy czegoś nieuchwytnego, co ryje się w samej duszy, czy jakkolwiek to nazwać. Tak, nie zawsze jest łatwo, ale dla tych kilku osób które poznaliśmy na naszej drodze, dla tych doświadczeń i miejsc, wiemy, że było warto. Za najważniejszy uważam przywilej, że z odległej perspektywy dużo łatwiej na wiele rzeczy spojrzeć i przemyśleć, nadać im odpowiednie priorytety. I chociaż przez te 3 miesiące żadne nowe światło nie padło na moją wyboistą drogę życia, cieszę się, że tutaj jestem. Dalej szukający po omacku, ale czujący trochę inaczej. Póki co, czas na trochę odpoczynku.

podziel_sie

9 Komentarzy

  1. Patryk Marciniaksays:

    Myślę, że właśnie te przemyślenia są światłem. Może po prostu masz zbyt duże oczekiwania?

    • Mariuszsays:

      Wiesz, na pewno nie wrócę z niczym. Mimo, że chwilowo mam lekki chaos, bo doszły nowe perspektywy na wiele rzeczy w krótkim czasie, to wiem, że jak wszystko sobie poukładam będzie lepiej. Póki co, po prostu decyduję się płynąć z prądem życia, robiąc to, co aktualnie jest do zrobienia. Co do oczekiwań to masz rację. Mimo, że na poziomie logicznym wiem, że zbyt duże oczekiwania są złe, to podświadomie siedzi gdzieś pragnienie, aby było tak, jak sobie wymarzyłem.

  2. koconasays:

    Ten wpis dostał chyba najwięcej lajków! nie ma ładnych widoków, pozytywnych wibracji, śmiesznych anegdot jest tylko zdjęcie na którym tęsknisz za Pabianicami albo śpisz i punkt widzenia który pokazuje te ciemniejsze strony długiej podróży, najwyraźniej lud czekał na chociaż małe „rozczarowanie” 🙂 a tak serio to jak Marta opowiadała o tym, że czuje mniejsze zainteresowanie nowymi lądami to nie do końca potrafiłam to zrozumieć, myślę że z naszej (ludzi trudniących się przyziemnymi obowiązkami) perspektywy ta podróż jest równie fascynująca co w październiku. Zdaje sie, że jest to jedna z tych rzeczy, którą należy przeżyć samemu żeby w zupełności zrozumieć. Poza tym jestem zaintrygowana przedostatnim zdaniem!
    pozdro

    • Mariuszsays:

      Podsumować to mogę tylko w jeden sposób: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 🙂 Myślę, że ten wpis całkiem dobrze dopełnił obraz sielanki, która fałszywie mogła powstać w wyobrażeniach czytelników. No ale to w końcu tylko internet, zniekształcona rzeczywistość 😉
      Pozdro Ann!

  3. Ziutasays:

    Ej, Mały, Mały… zawsze lubiłem czytać to co piszesz (dalej lubię, żeby była jasność:), ewidentnie masz ten dar i fajnie, że go rozwijasz. Do rzeczy. Już za czasów „Strony domowej Mariana” było widać, że czegoś szukasz. Z tego wpisu wynika, że jeszcze nie znalazłeś. A odwracając sytuację, to może dobrze, że jeszcze nie znalazłeś i dalej szukasz. Próbowałeś wyobrazić sobie co byłoby gdybyś poznał już odpowiedzi na męczące Cię pytania. Czy życie byłoby lepsze? Czy może pozostało by już tylko trwaniem bez bardziej określonego celu?
    Na koniec może trochę otuchy. Jak sam zauważyłeś internet, to zniekształcona rzeczywistość. Jesteście ciągle obecni w naszych myślach i ta więź o którą być może się boisz na pewno będzie trwała, nie ważne jak daleko jesteście i jak długo Was nie ma!!!
    W sumie napisałem za wszystkich, ale mam nadzieję, że mi wybaczą, bo na pewno uważają tak jak ja 🙂
    Trzymajcie się, podróżujcie, ale nie zapominajcie też o odpoczynku:)
    Pozdrawiam Was gorąco!!!

    • Mariuszsays:

      Dzięki za miłe słowa Ziuta! My również dużo myślimy o Was. A co do poszukiwania, koniec końców i tak liczy się droga a nie cel podróży 🙂

      • Ziutasays:

        Czyli można powiedzieć, że kroczysz dobrą drogą? Drogą poszukiwania 🙂

  4. Ciekawe przemyślenia.
    Wielu nie dociera do tego momentu znudzenia otoczeniem / atrakcjami serwowanymi przez biura turystyczne. W końcu ileż można zobaczyć przez dwa tygodnie wakacji. Sam tylko raz w życiu byłem dłużej poza domem, choć nie wiem czy wyjazd na studia zagranicą można nazwać podróżowaniem 😉 .
    Jakkolwiek negatywny wydźwięk miał mieć ten post to nie wierzę, że podróż przestała być dla was interesująca. Trudy zawsze są, czy jesteś tutaj czy tam.
    Trudy podróży odczuwa każdy z nas robiąc codziennie to samo, pracując po 8 godzin.
    W sumie nie wiem czemu oczekiwałeś jakiegoś powołania. Tzn. że co? Jeśli wyjadę na 3 miesiące to na pewno odnajdę swój cel w życiu. To chyba nie tak działa.

    Kończąc, dzięki za ten post i za cały opis wyjazdu. Bardzo miło się z wami podróżuje.
    Pozdro

    • Mariuszsays:

      Myślę, że być może faktycznie wydźwięk był negatywny, jakbyśmy już tutaj cierpieli 🙂 To jedynie opis naszych trosk, z których część towarzyszy nam przez większość czasu, a część jest efektem zmęczenia.
      Przy wyjeździe miałem chyba takie podświadome oczekiwania, może nie tyle, że odnajdę powołanie, ale że coś mnie natchnie, zainspiruje, być może wskaże co dalej. To w końcu było, jest, dla nas coś dużego a z takimi rzeczami często podświadomie łączy się również jakieś znaczące zmiany. Teraz po kilku dniach, kiedy faktycznie odpoczęliśmy i zeszły z nas negatywne emocje, widzę, że mimo wszystko dostałem kilka cennych lekcji i wskazówek. Tak jak pisałem na końcu, ani przez sekundę nie żałuję, że wyruszyliśmy, ale równie wspaniale będzie wrócić 🙂

      Teraz na szczęście trafiliśmy w fantastycznie miejsce, blisko natury, gdzie możemy ładować akumulatory i zwiedzać górzystą okolicę.

      Bardzo się cieszę, że podróżujesz z nami Radziol 🙂
      Pozdro!

Zostaw komentarz

Twój mail nigdy nie zostanie udostępniony osobom trzecim. Wymagane pola są zaznaczone.