To już 4 miesiące w Polsce, co pozostało w nas z Azji?

To już 4 miesiące jak wróciliśmy z naszej podróży po Azji z powrotem do Polski. Zleciało jak z bicza strzelił i dopiero teraz jestem w stanie cokolwiek napisać. Gdybym zrobił to tuż po powrocie, obawiam się, że mogłoby wystąpić sporo przekłamań, które sam sobie chciałbym umiejętnie wcisnąć. Tym razem postaram się być w 100% szczery. Dojście do tego zajęło mi sporo czasu i przemyśleń.

Już dawno temu w mojej głowie zakotwiczyła romantyczna myśl, jakoby dalekie i długie podróże były początkiem pięknych przemian, głównie tych wewnętrznych. Większość z nas ma tendencję do idealizowania pewnych rzeczy i ja nie jestem tutaj wyjątkiem. Od zawsze idealizowałem podróże i zawsze szukałem korzyści, jakie miałem odnieść podróżując tu i tam. Sęk w tym, że większość z tego była czystą teorią, której chciałem, która pojawiała się w moich idealnych podróżniczych marzeniach. Lecz zazwyczaj niewiele z tego znajdowało odwzorowanie w rzeczywistości. Zdałem sobie sprawę, że moje podejście jest mocno ułomne i często kończy się mniejszym lub większym okłamywaniem samego siebie. Wszystko przez żal, że rzeczywistość nie sprostała marzeniom. No bo, prawdę mówiąc, kto jest chętny przyznać, że jego wymarzone wakacje wcale nie były takie jakie sobie wymarzył? Już nie mówię przed innymi, ale nawet przed samym sobą?

 

Nasza prawie 5 miesięczna podróż do Azji była jednym z najciekawszych okresów mojego życia. Nigdy nie byliśmy tak daleko od domu na tak długo. Nowa kultura, miejsca i ludzie zdawali się fascynujący. W końcu zazwyczaj wszystko co inne budzi niepohamowaną ciekawość, jakie by nie było. Dużo czytałem o Azji, o myśli dalekiego wschodu i fascynowało mnie to. Książki Tiziano Terzaniego były dla mnie wielką inspiracją i po cichu liczyłem, że odnajdę tam chociaż cząstkę tej magii wschodu, którą Włoch opisywał w swoich książkach.

 

Zastanawiałem się, czy znajdę coś nowego w Azji, czy może odkryję jakąś swoją inną twarz, której wcześniej nie znałem. Chciałem aby to się zdarzyło, bo to przecież brzmi tak romantycznie. Podczas tych 5 miesięcy byliśmy w kilku krajach, gościli nas muzułmańscy tubylcy na swojej wyspie, byliśmy na 10 dniowym kursie medytacji, odkrywaliśmy pozostałości Kambodżańskiego terroru, codziennie stykaliśmy z azjatyckimi realiami. Wiele rzeczy opisywałem na blogu. Pozostaje kwestia najważniejsza, jaki ślad to po sobie pozostawiło?

 

W Polsce jesteśmy od 4 miesięcy i tak zupełnie bez ściemy, to co mi pozostało po Azji to obojętność na pogodę i zdanie innych ludzi odnośnie mojej osoby. Podczas podróży naprawdę przekonałem się, że ludzie w zdecydowanej większości na mnie nie patrzą. Są zbyt zajęci patrzeniem na siebie. Wielokrotnie zdarzało się palnąć lub zrobić coś głupiego, jest to zwyczajnie nieuniknione w innej kulturze. Jakoś tak mamy, że kiedy narobimy sobie wstydu mamy wrażenie, że wszystkie oczy są skierowane na nas. Otóż nie, nie są. A nawet jeśli są, zostaje to po chwili zapomniane a życie toczy się dalej.

 

Bardziej byłem zdziwiony moim zobojętnieniem na tematy pogodowe. Nie potrafię tego logicznie wyjaśnić, że po takim czasie w tropikach, w Polsce nie przeszkadza mi żaden deszcz, chmury, niespodziewane przymrozki albo śnieg na majówkę. Jedyne co mi przychodzi do głowy to, że upały nie sprzyjają mi w takim stopniu, że polski klimat biorę z pocałowaniem w rękę. Jak możecie się domyślić, pytaniom typu: „Pewnie szok wracać do takiej zimnej Polski, co?”, nie było końca. Otóż nie. Żadnego szoku. Tylko miły chłodek.

 

Nic ponad to. Koniec końców nie przeszedłem żadnej głębokiej wewnętrznej przemiany a tym bardziej nie odnalazłem siebie. Większość rzeczy która wcześniej mnie wkurwiała, nadal to robi. Wciąż mam dni w których nie chce mi się kiwnąć palcem i dalej lubię grać w gry. Jedne wątpliwości znikły a na ich miejsce pojawiły się inne.

 

Po 4 miesiącach w podróży zacząłem się czuć jak na permanentych wakacjach. Czułem nieodpartą chęć działania, zajęcia się czymś pożytecznym. Ciało i umysł domagały się, pracy! Cóż, do pracy nigdy nie byłem pierwszy więc wzbudziło to moje podejrzenia. Doszedłem do wniosku, że po raz kolejny chce robić coś czego w danej chwili akurat nie mogę. Dajcie dziecku 10 zabawek i powiedzcie, że jedną nie można się bawić. Zgadnijcie która wyda się najbardziej atrakcyjna 😉 Jak można się domyślić, po powrocie do Polski szybko mi przeszło!

 

W Azji naocznie przekonałem się o skali zróżnicowania, wielowymiarowości i skomplikowania świata. Nie mogę oprzeć się teraz wrażeniu, że każda zażarta dyskusja, w której ktoś stara się udowodnić swoją rację, jest co najwyżej przejawem ignorancji względem rozległości spraw politycznych, naukowych i kulturowych. Mimo ciągłego nabywania wiedzy o świecie zauważam, że tak naprawdę wiem coraz mniej. Lubię sobie wyobrażać to w taki sposób, że każda nowa wiedza otwiera jakieś drzwi, za którymi znajduje się dziesięć kolejnych. Wszystkie swoje opinie, mimowolnie otaczam dozą wątpliwości. Sokrates ogarnął to już ponad 2 tysiące lat temu, formułując dobrze znaną sentencję „Wiem, że nic nie wiem”.

 

O naszym powrocie prawie nikogo nie informowaliśmy. Wiedziało o tym tylko kilka osób, które miały się upewnić, że najbliżsi będą w tym czasie na miejscu i wybiją im z głowy inne wyjazdy. Z zaskoczenia wzięliśmy nasze rodziny i przyjaciół. Innymi słowy, machina spotkań, odwiedzin, imprez, spędów – ruszyła.

 

Powrót do Polski był trochę dziwny. Z jednej strony radość, z drugiej pewna doza niepewności. To co było w Azji, zaczynało się robić „normalne” a to co w Polsce stało się nieco odległe. Tak jak teraz mało znaczące jest to, co się dzieje w Tajlandii, tak tam mało znaczące były wydarzenia z Polski.

 

Przez pierwszy tydzień czułem się zagubiony w naczelnych polskich tematach takich jak: polityka, tragedie, jak nam źle, zarobki. Przez nasz azjatycki czas, te problemy nie istniały  i trochę czasu mi zajęło zanim ponownie zaakceptowałem je jako stałą część polskiej codzienności.

 

Z drugiej strony muszę napisać, że Polska to naprawdę piękny kraj w którym dobrze mi się mieszka a wyjazd otworzył mi oczy na wiele aspektów, których do tej pory nie doceniałem. Naprawdę pokochałem polski klimat! W Azji nie byłem w stanie podejmować takiej aktywności fizycznej jaką lubię tutaj. Upał mnie dobijał. O ile z zimnem daję radę, tak na skwar to jestem cienki bolek. Doceniłem także piękno naszych lasów. W Azji jest ich mało a jeśli już, to regularna dżungla przez którą prowadzi kilka ścieżek. O uprawianiu orientacji to już w ogóle nie ma mowy. No i kiszonki. Królestwo za ogórka albo pierogi z kapustą i grzybami!

 

Po dwóch tygodniach spotkań, wyjazd stał się nieco odległy, wtopiliśmy się w codzienne sprawy i chwilowo podróżowanie odłożyliśmy na bok. Zajęliśmy się projektami nad którymi myśleliśmy w Azji i w końcu powiększyliśmy rodzinę o wspaniałego czworonoga, któremu na imię Zenit.

 

Nasz Zenit

 

Od powrotu Marta ukończyła już kurs na tresera zoopsychologa i planuje wiązać z tym przyszłość a ja otworzyłem agencję interaktywną 🙂  Nie oznacza to, że zawiesiliśmy na kołku nasze podróżnicze marzenia! W kalendarzu widnieje ponownie Rosja, ale tym razem solo. To materiał na osobny wpis, lecz zdradzę, że wyjazd zaplanowany jest na wrzesień.

 

Ostatecznie, doszliśmy do jednego wniosku: „Trawa po drugiej stronie zawsze zdaje się bardziej zielona”. Zawsze łatwiej idealizować nam miejsca w których akurat nas nie ma i popadać w schemat: a gdybym… Ale rzeczywistość jest zgoła inna, o czym trzeba przekonać się na własnej skórze.

 

Ta podróż była wielką i wspaniałą przygodą. Nauczyliśmy się podczas niej nowych rzeczy, których na pewno nie mielibyśmy okazji doświadczyć nie ruszając się z domu. Poszerzyła nasze horyzonty, pozwoliła inaczej patrzeć na kilka spraw i uodporniła na pogodę (Marta ma to samo co ja!).  Nie siląc się na górnolotne podsumowania napiszę tylko, że było zajebiście 🙂 Wszystko przed nami, reszta jest historią!

1 Komentarzy

  1. Bardzo podoba mi się puenta tego wpisu. Zgadzam się w 100%. Mamy tendencję do narzekania, porównywania i gdybania. A przecież nie o to w życiu chodzi, tylko o to, by żyć chwilą, żyć na maksa i cieszyć się tym, co się ma. I wydaje mi się – a Wy na pewno ze mną się zgodzicie – że podróże tego własnie uczą!

Zostaw komentarz

Twój mail nigdy nie zostanie udostępniony osobom trzecim. Wymagane pola są zaznaczone.