Ałtaj 2017 – Gornoałtajsk

Po nieco ponad 9 godzinach jazdy autobusem, co jak na rosyjskie warunki nie jest aż tak długo, postawiłem swoją stopę w Górnoałtajsku. Czujski trakt, póki co nie porywa. Przez 450 kilometrów krajobraz został zdominowany przez pola, lasy i pagórki. Większe wypiętrzenia zaczęły być zauważalne dopiero 20-30 kilometrów przed Górnoałtajskiem.

Czym prędzej opuściłem płytę dworca, nauczony doświadczeniem, zbywając natrętnych taksiarzy. Udałem się wzdłuż głównej ulicy, licząc na znalezienie jakiegoś noclegu. Po pół godziny nie wskazywało na to, żeby miało mi się udać, więc pozostało koło ratunkowe w postaci booking.com. W Rosji ta strona nie jest zbyt popularna, jak zresztą wiele z zachodnich serwisów. Zamiast Googla, dominuje Yandex, zamiast Facebooka, ludzie swoim życiem dzielą się na Vkontakte. Nie znaczy to, że ich nie znają, po prostu wybierają rodzimy produkt.

Zaklepałem pierwszy lepszy nocleg z dobrą oceną. Właściciel napisał, żebym czekał. Wszedłem na teren małego osiedla, gdzie znalazłem właściwy adres a po chwili pod blok zajechał Jeep. W środku siedział właściciel z nastoletnim synem. Siergiej oznajmił mi, że mieszkanie jest na dzisiaj zajęte, tylko zapomniał zdjąć ogłoszenia z bookingu. Miałem się nic nie martwić, bo miał dla mnie coś ekstra. Po kilku minutach jazdy wylądowałem nad rzeką, w piętrowym domku, w bardzo wysokim, jak na syberyjskie warunki, standardzie. Miejsce to było na swój sposób wyjątkowe, gdyż w przeszłości pełniło funkcję pierwszego gościńca w Górnoałtajsku.

Siergiej był lokalnym biznesmenem i skupiał się głównie na nieruchomościach i pożyczkach. Syna brał ze sobą żeby młody już uczył się fachu. Najbardziej lubił gościć w swoich mieszkaniach oficjeli, bo ci nigdy nie żałowali kasy. Teraz już tak często nie przyjeżdżają, ale w tłustych latach jego dzienne zyski sięgały 500 dolarów. Nie wyrażał się najlepiej o rdzennych mieszkańcach, Ałtajcach. Jego zdaniem w ogóle nie zależy im na integracji z Rosjanami a na dodatek to pijaki, brudasy i lenie. Do tej pory nie miałem zdania na ten temat, więc z zadowoleniem zanotowałem sobie w głowie te oskarżenia żeby skonfrontować je z rzeczywistością.

Po kolejnym ciężkim dniu w końcu mogłem się zrelaksować. W pobliskim sklepiku kupiłem sobie lane piwo, którego miałem nadzieję napić się z moim poprzednim hostem Ruslanem, gdyby nie to, że okazał się być abstynentem. Po raz kolejny przekonałem się, że życie zaskakuje w najmniej oczekiwanych momentach. Włączyłem telewizor. Na kanale pierwszym leciało 50 Twarzy Greya z pełnym rosyjskim dubbingiem. Osłupiały, obejrzałem kawałek, choć słuchało się tego naprawdę przykro. Później odkryłem, że mają tutaj obrzydliwy zwyczaj pełnego dubbingu niemal wszystkich amerykańskich filmów. Uratował mnie kanał sportowy, a później sen.

<<< POPRZEDNIA CZĘŚĆ         NASTĘPNA CZĘŚĆ >>>

Zostaw komentarz

Twój mail nigdy nie zostanie udostępniony osobom trzecim. Wymagane pola są zaznaczone.