Jeden dzień z mistrzem Muay Thai

„Nieoczekiwane propozycje podróży są lekcjami tańca, udzielanymi nam przez Boga”. Tak powiada Bokonon – fikcyjny święty, mesjasz i szarlatan w Kociej kołysce Kurta Vonegutta i trudno się z nim nie zgodzić. Taką właśnie boską lekcję tańca zaserwowano nam w Tajlandii, podczas wycieczki na cztery wyspy na Koh Lancie. Z doświadczenia wiemy, że w tańcu najważniejsze, to się rozluźnić i nie myśleć za dużo o samych krokach, tylko dać się ponieść muzyce. Kapitan łodzi niespodziewanie zaproponował nam gościnę na pobliskiej wyspie, gdzie mieszka. Koh Po, miejsce zupełnie nieturystyczne, a widoczne z przystani starego miasta i oddalone od Lanty o zaledwie dwa kilometry. Takie propozycje budzą z reguły w człowieku mieszkankę ekscytacji, poczucia wyjątkowości, ale i podejrzliwości, bo idąc za naszym zachodnim schematem myślenia, nie ma nic za darmo.

Koszty życia w podróży – na miejscu i w drodze

Myślę, że ten temat może zaciekawić wiele osób. Każda osoba planująca, lub marząca o podróży, w pewnym momencie dochodzi do kwestii finansowej. To bardzo rozległy temat i przy pytaniach o koszty podróży, należy najpierw dodać nieśmiertelne: „To zależy”. Po prostu nie da się konkretnie i jednoznacznie odpowiedzieć, bo ile osób, tyle wymagań. Nie będę się zatem silił na odpowiedź, lecz po prostu zaprezentuję Wam jak kwestia finansowa wygląda u nas. W celach poznawczych zaprezentuję nasze koszty na przestrzeni dwóch miesięcy, podczas których podróż miała różny charakter. W listopadzie byliśmy stacjonarni. Wynajęliśmy domek na tajskiej wyspie – Lancie, natomiast między 10 grudnia a 10 stycznia (wyłączam 10 dniowy okres w ośrodku medytacji) dalej zwiedzaliśmy Tajlandię, a następnie Malezję, Singapur i Kambodżę, czyli innymi słowy – byliśmy w drodze. Zapraszam do szczegółowego porównania kosztów, wraz z opisem w jakich warunkach sypialiśmy, gdzie jedliśmy, czym jeździliśmy oraz z jakich rozrywem korzystaliśmy. Myślę, że to może dać całkiem dobry obraz budżetu, jaki trzeba planować przed podróżą do tej części Azji.

Tajski Boks na Koh Lancie

Dziwki, koks, tajski boks. Te słowa jeszcze nie tak dawno krążyły po internecie, dając natchnienie rzeszom polskiej młodzieży do konstruowania podobnych wersetów poezji pisanej, nierzadko opatrzonej obrazkiem. Można by pokusić się o analizę literacką, ale obawiam się, że nie podołałbym takiemu zadaniu. Zostawię sprawę dla znawców tematu a sam skupię się na tym, co znam i widziałem, czyli na tajskim boksie.

Wycieczka na Cztery Wyspy

Będąc na Koh Lancie, jedną z najpopularniejszych wycieczek jednodniowych, jest właśnie ta na tytułowe Cztery Wyspy. Pogoda od początku miesiąca była niestabilna, więc zwlekaliśmy dość długo aby trafić na jakieś okienko pogodowe. W końcu, po ponad trzech tygodniach czekania na pozytywną prognozę pogody, postanowiliśmy po prostu zamknąć oczy i zarezerwować wycieczkę na następny dzień. Mieliśmy ogromną nadzieję na słońce i dobrą widoczność pod wodą, ponieważ w programie było sporo snorkelingu. Towarzysz Jaro postanowił również rzucić wyzwanie pogodzie i w ten sposób z całej naszej trójki, los zadrwił po raz kolejny.

13 losowych obserwacji z Koh Lanty, Tajlandia

Im dłużej przebywamy w Tajlandii, tym coraz subtelniejsze aspekty życia codziennego jesteśmy w stanie poznać. Zaliczając w biegu kolejne zabytki, świątynie i inne miejsca „must-see” nie ma możliwości dostrzec wielu rzeczy drobniejszych. Podczas podróży najbardziej cenimy sobie właśnie takie doświadczenia. Codzienne rzeczy dla mieszkańców, najczęściej dla nas – turystów – są zupełnie zaskakujące. Kilka dni spędzonych w jednym miejscu otwiera oczy na wiele spraw. Na Koh Lancie spędzimy w sumie ponad miesiąc, ale już po trzech tygodniach możemy się z Wami podzielić naszymi obserwacjami dotyczącymi życia codziennego. Oczywiście pomijamy spostrzeżenia natury cenowej, bo to materiał na zupełnie osobny wpis.

Szał gotowania – czyli szkoła tajskiej kuchni

Ostatnie dni upływają nam pod znakiem ołowianych chmur i dużych opadów. Wykorzystujemy ten czas aby trochę więcej popracować a w wolnych chwilach (w zasadzie innych nie mamy) relaksujemy się czytając książki i chodząc na jogę. Jak wspominałem, nie jesteśmy tutejszym jedzeniem zbytnio zachwyceni, ale znaleźliśmy kilka potraw, które nam wyjątkowo smakują. Lubimy od czasu do czasu sami coś sobie przygotować w kuchni, więc postanowiliśmy zapisać się na dwudniowy kurs gotowania.  Spośród kilku szkół na wyspie wybraliśmy „Time for Lime”, czyli, że niby czas na limonkę. Do wyboru skłoniły nas pozytywne opinie na innych blogach które czytamy i bezproblemowe dostosowanie do naszych preferencji wegetariańskich. Tym sposobem, po ustaleniu interesującego nas menu, czekały nas dwa dni pięciogodzinnych zajęć.