10 miejsc które warto odwiedzić będąc w Pai, Tajlandia

Nasz miesięczny pobyt  w Pai dobiega końca, więc czas najwyższy się z Wami podzielić małym przewodnikiem po okolicy. Przez pół miesiąca była u nas rodzinka z bloga Jak zdrowo żyć . Było super po kilku miesiącach znów poczuć się trochę jak w domu. Razem spędziliśmy wspaniałe 2 tygodnie i przy okazji odwiedziliśmy większość okolicznych atrakcji. Na zwiedzanie z reguły wyjeżdżaliśmy dopiero około 9 lub 10 rano, ponieważ poranki były zbyt zimne na skuter! Dozowaliśmy sobie atrakcje po 1-2 dziennie, ale przy dużym samozaparciu, da się wszystko zobaczyć w 2-3 dni. Nas jednak czas nie gonił, więc wybraliśmy opcję powolną. To co nam się ogromnie spodobało to fakt, że nigdzie nie było dużo turystów. Namawiamy do wypożyczenia skutera, gdyż wiele miejsc jest w odległości kilku kilometrów od miasta. Uzbrojeni w skuter i mapę, którą dostaniecie w każdej agencji turystycznej, możecie jechać na podbój okolicy. Zapraszamy do naszego zestawienia 10 najciekawszych miejsc w bliskim sąsiedztwie Pai. 

W wiosce kwitnącej wiśni – Chiang Mai, Tajlandia

Tytuł być może brzmi nieco absurdalnie, zważywszy na fakt, że kwitnąca wiśnia stuprocentowo kojarzy się wyłącznie z Japonią. A tutaj taki psikus. Podczas poszukiwania lokum na luty, będąc jeszcze w Chiang Mai, jedna właścicielka domu zapytała nas czy byliśmy w górach zobaczyć jak kwitnie Sakura. Nic o takim czymś nie słyszeliśmy, lecz zainteresowani poprosiliśmy o więcej informacji. Dowiedzieliśmy się, że wysoko w górach jest kilka miejsc, gdzie kwitnie wiśnia, tak dobrze znana z przepięknych zdjęć prosto z Japonii. Musieliśmy się spieszyć, okres zakwitania jest bardzo krótki i trwa około 2 tygodnie, od połowy stycznia do początku lutego. Kilka dni później w siodle skutera wyruszyliśmy na poszukiwania zaginionych wiśni.

Laos – Skuterem przez płaskowyż Bolaven

Wodospady, ludzie, plantacje kawy i herbaty, zimne noce w górach. Tak zapamiętamy naszą 3 dniową wycieczkę po płaskowyżu Bolaven, w okolicach Pakse – największego miasta południowego Laosu. Przedostaliśmy się tutaj autobusem prosto z błogiego relaksu na Don Det, aby dla odmiany zażyć trochę ruchu i przygody. Po przeprowadzeniu krótkiego dochodzenia w internecie, na temat atrakcji okolicy, postanowiliśmy wypożyczyć skuter, zostawić zbędny bagaż i wybrać się na 3 dniową pętlę, liczącą trochę ponad 300 km.

Park Narodowy Mu Koh Lanta

Podczas miesiąca na Koh Lancie można zobaczyć tutaj bardzo dużo. Ostatnio pogodę mamy w kratkę – słońce i deszcz na przemian. W jeden z tych słonecznych dni postanowiliśmy wybrać się na skuterach do jedynego Parku Narodowego na wyspie – Muh Ko Lanta. Od naszego miejsca zamieszkania do parku, dzieli nas 15 kilometrów jazdy. Po kilku kilometrach na południe, we względnie cywilizowanych warunkach, ruch praktycznie zamiera a droga zaczyna się wić, jakbyśmy jechali ku górskiej przełęczy. Jedyne znaki jakie nam towarzyszą, to te informujące o stopniu nachylenia podjazdu lub zjazdu, który najczęściej waha się w przedziale 15-20%. Nasze skutery z wielki trudem, ale dawały radę tym górkom.

Koh Lanta, czyli życie na wyspie

Po deszczowym i gorącym Bangkoku przyszła pora na zmianę klimatu. Zapragnęliśmy w końcu doświadczyć błękitnego morza, złotego piasku, palm kokosowych i lekkiej bryzy na twarzy. Jednym z niewielu planów, jaki mieliśmy wyklarowane przed wyjazdem, były przenosiny z Bangkoku na Koh Lantę – jedną z większych wysp na południu Tajlandii. Od celu dzieliło nas około 800 kilometrów i po rozpatrzeniu opcji: pociąg, samolot i autobus, wybór padł na autobus. Wychodziło najtaniej i w dodatku oszczędzaliśmy pieniądze na jednym noclegu, ponieważ kurs był realizowany nocą. Okazało się to być bardzo dobrym wyborem, bo prócz pieniędzy w portfelu, doświadczyliśmy również ciekawej rzeczy. Po kilku godzinach jazdy autobus zatrzymał się przed dużym budynkiem, do którego wprowadzono nas na posiłek. Rzecz jasna, wliczony w cenę biletu. Usiedliśmy przy sześcioosobowym osobowym stole i każdy otrzymał miseczkę „ryżowej owsianki”. Pośrodku stołu znajdowało się obrotowe podwyższenie, na którym leżały cztery półmiski z których można było sobie nakładać dodatki do ryżu wedle uznania. Po takim posiłku ładowaliśmy się do autobusu i już bez przerw dojechaliśmy do Krabi a następnie na Koh Lantę.