Życie ascety, czyli 10 dni medytacji w Suan Mokkh – część II

W drugiej części opisu 10. dniowej medytacji prezentujemy zupełnie odrębne opisy naszych wrażeń i spojrzenia na codzienne zajęcia.

W części I możecie przeczytać o strukturze zajęć, ośrodku medytacyjnym i naszych początkowych odczuciach

Wydawało się, że cisza jest naturalnym prawem każdego człowieka, które zostało nam odebrane. Z przerażeniem myślałem o tym, przez jak wielką część życia wystawieni jesteśmy na kakofonię, którą sami stworzyliśmy, wyobrażając sobie, że niesie nam przyjemność i zapewnia towarzystwo. Każdy co jakiś czas powinien domagać się tego naturalnego prawa i wywalczyć dla siebie kilka dni ciszy, podczas których może się skupić na sobie i podleczyć nadwątlone zdrowie.

Tiziano Terzani, Powiedział mi wróżbita

Życie ascety, czyli 10 dni medytacji w Suan Mokkh – część I

Cały czas będziemy poruszać się po podłożu duchowo-filozoficznym więc uraczę Was wstępem w takimże klimacie. Chyba każdy z nas w pewnym momencie życia postawił sobie pytanie, czym właściwie jest szczęście? Zapewne wielu na nie odpowiedziało mniej, lub bardziej precyzyjnie. To pytanie nie ominęło również nas. Po wielu próbach definiowania i redefiniowania szczęścia, zawsze okazywało się, że to nie to. Pozostawało nieuchwytne, bo kiedy już nam się wydawało, że łapiemy szczęście za nogi, wymykało się i przybierało inną postać. Mamy tendencję do umieszczania naszego szczęścia w przyszłości i warunkowania go, przy czym owe warunki, zawsze różnią się od stanu obecnego. Chęć zmiany w naturalny sposób doprowadziła nas do zainteresowania się filozofią i rozwojem duchowym. Po przeczytaniu wielu książek i wysłuchaniu ludzi, którzy zdają się być autorytetami w tych sprawach, można było stwierdzić jedno – szczęście jest tylko tu i teraz. Szkoda tylko, że sama wiedza nijak się ma do praktyki. Życie w teraźniejszości jest dla przeciętnego człowieka strasznie trudne.

Wycieczka na Cztery Wyspy

Będąc na Koh Lancie, jedną z najpopularniejszych wycieczek jednodniowych, jest właśnie ta na tytułowe Cztery Wyspy. Pogoda od początku miesiąca była niestabilna, więc zwlekaliśmy dość długo aby trafić na jakieś okienko pogodowe. W końcu, po ponad trzech tygodniach czekania na pozytywną prognozę pogody, postanowiliśmy po prostu zamknąć oczy i zarezerwować wycieczkę na następny dzień. Mieliśmy ogromną nadzieję na słońce i dobrą widoczność pod wodą, ponieważ w programie było sporo snorkelingu. Towarzysz Jaro postanowił również rzucić wyzwanie pogodzie i w ten sposób z całej naszej trójki, los zadrwił po raz kolejny.

13 losowych obserwacji z Koh Lanty, Tajlandia

Im dłużej przebywamy w Tajlandii, tym coraz subtelniejsze aspekty życia codziennego jesteśmy w stanie poznać. Zaliczając w biegu kolejne zabytki, świątynie i inne miejsca „must-see” nie ma możliwości dostrzec wielu rzeczy drobniejszych. Podczas podróży najbardziej cenimy sobie właśnie takie doświadczenia. Codzienne rzeczy dla mieszkańców, najczęściej dla nas – turystów – są zupełnie zaskakujące. Kilka dni spędzonych w jednym miejscu otwiera oczy na wiele spraw. Na Koh Lancie spędzimy w sumie ponad miesiąc, ale już po trzech tygodniach możemy się z Wami podzielić naszymi obserwacjami dotyczącymi życia codziennego. Oczywiście pomijamy spostrzeżenia natury cenowej, bo to materiał na zupełnie osobny wpis.

Co zabraliśmy w kilkumiesięczną podróż

W naszą kilkumiesięczną podróż postanowiliśmy spakować się w bagaż podręczny. Wyjazd na pół roku z podręcznym bagażem? Brzmi jak szaleństwo, ale właśnie na takie rozwiązanie zdecydowaliśmy się przed wyjazdem. Jakby nie spojrzeć bez prania się nie obejdzie, więc po co brać dodatkowe pary koszulek czy majtek? Na początku faktycznie ciężko sobie wyobrazić upchanie swojego dobytku w nieduży plecak, szczególnie patrząc na długą listę rzeczy do wzięcia, ale to wcale nie takie trudne jakby się mogło wydawać.

Szał gotowania – czyli szkoła tajskiej kuchni

Ostatnie dni upływają nam pod znakiem ołowianych chmur i dużych opadów. Wykorzystujemy ten czas aby trochę więcej popracować a w wolnych chwilach (w zasadzie innych nie mamy) relaksujemy się czytając książki i chodząc na jogę. Jak wspominałem, nie jesteśmy tutejszym jedzeniem zbytnio zachwyceni, ale znaleźliśmy kilka potraw, które nam wyjątkowo smakują. Lubimy od czasu do czasu sami coś sobie przygotować w kuchni, więc postanowiliśmy zapisać się na dwudniowy kurs gotowania.  Spośród kilku szkół na wyspie wybraliśmy „Time for Lime”, czyli, że niby czas na limonkę. Do wyboru skłoniły nas pozytywne opinie na innych blogach które czytamy i bezproblemowe dostosowanie do naszych preferencji wegetariańskich. Tym sposobem, po ustaleniu interesującego nas menu, czekały nas dwa dni pięciogodzinnych zajęć.