Jak przygotować się do długiej podróży – wizy, ubezpieczenia, szczepienia

Przygotowanie do kilkumiesięcznego wyjazdu jest szalenie trudne. Od razu do głowy przychodzi tysiąc spraw, które trzeba załatwić, domknąć, wyjaśnić. To opinia, jaką wyczytaliśmy na wielu blogach. O dziwo, nam początkowo zdawało się, że to nic trudnego, że wystarczy kupić bilety, spakować plecaki, mieć trochę oszczędności i można lecieć. Nic bardziej mylnego. Według nas, prawda leży – jak zwykle – gdzieś pośrodku. Przygotowania do dłuższego wyjazdu na pewno nie są czymś, co można zrobić w jeden dzień, ale z drugiej strony nie ma tego na tyle dużo, żeby sama myśl nas paraliżowała. Z pewną dozą planowania nie jest to takie trudne i krok po kroku, w rozsądnym  czasie można wszystko doprowadzić do porządku. My, nasze przygotowania zaczęliśmy z półrocznym zapasem. W drugą fazę wkroczyliśmy około półtora miesiąca przed wylotem a w trzecią tydzień przed. Każda faza była coraz bardziej intensywna i szalona, aż w końcu, trochę nie dowierzając, znaleźliśmy się na pokładzie linii Qatar Airways, zmierzając w stronę Bangkoku. 

Najważniejsze co trzeba zrobić, planując długą podróż, to usiąść. Usiąść i pomyśleć. Wyobraź sobie sytuacje, które mogą Cię spotkać podczas podróży i myśl, co Ci będzie potrzebne aby sobie z nimi poradzić.  Wyobraź sobie cały proces, od tego co zrobisz ze swoim mieszkaniem, przez wejście do samolotu, na zwykłym leżakowaniu kończąc.  Spisuj cokolwiek Ci przyjdzie do głowy. I tak na pewno nie pomyślisz o wszystkim, więc wracaj zawsze do swojej listy i dopisuj nowe rzeczy. My dopisywaliśmy praktycznie cały czas. Czasem to były kompletne pierdoły, ale to właśnie one są najbardziej czasochłonne w załatwianiu. Poniżej opisujemy wszystkie sprawy z którymi przyszło nam się zmierzyć przed wyjazdem, abyśmy mogli w spokoju poznawać świat.

 

Plan podróży

To zabawne, bo mimo wszystko naszym hasłem przewodnim jest brak planu. Ale to nie tak jak by mogło się wydawać. Jakiś tam mniej więcej zarys trzeba mieć, bo przyznasz, że głupio by były, gdyby po przylocie do jakiegoś kraju okazało się, że bez okazania szczepienia na tyfus plamisty nie wpuszczają. Uznaliśmy, że musimy mieć przynajmniej zarys krajów które chcemy odwiedzić. Wiedząc, gdzie jedziemy mogliśmy przygotować pod tym kątem nasz bagaż oraz załatwić wszystkie formalności jeszcze w Pabianicach. Odpowiednio wcześnie przygotowany plan podróży pozwala określić, czy potrzebne są jakieś szczepienia, specjalny rodzaj ubezpieczenia, jak należy zorganizować bagaż, a co najważniejsze, daje czas na zapoznanie się z literaturą odnośnie regionu, kultury i zwyczajów. Przed wyjazdem, prócz Tajlandii, nie byliśmy pewni jakie kraje odwiedzimy. Ale dzięki temu, że państwa tego regionu Azji są powiązane politycznie, kulturowo i klimatycznie, mieliśmy, i nadal mamy, dużo swobody w kwestii planowania.

 

Bilety lotnicze

Dość istotna rzecz, żeby dostać się z jednego punktu do drugiego, oddalonego o siebie o kilka tysięcy kilometrów, to bilet lotniczy. Autostopowcy i nieustraszeni podróżnicy lądowi proszeni są o nie zadawanie pytań 🙂 Po sieci krążą różne teorie spiskowe na temat cen biletów lotniczych. Najgorsze, że ciężko powiedzieć co jest prawdą a co nie. Jedno warto pamiętać – kupno biletów w późnym terminie nie musi oznaczać, że będą one drogie. Działa to także w drugą stronę – kupno biletów wcześniej nie gwarantuje niskiej ceny. Najrozsądniejszym co można według nas zrobić, to poprzeglądać archiwalne oferty z zeszłego roku (na przykład na fly4free) i na tej podstawie założyć sobie pułap cenowy, poniżej którego bilety można kupić. Przy poszukiwaniu tanich biletów zawsze sprawdzam poniższe trzy strony:

Kayak i Skyscanner to klasyczne wyszukiwarki tanich lotów, podczas gdy fly4free to raczej przegląd dostępnych promocji. Czasem mogą trafić się fantastyczne okazje, ale przez duży zasięg serwisu, promocyjne bilety sprzedają się błyskawicznie. Promocje na fly4free traktuję często jako sygnał, że ceny na dany kierunek zaczynają spadać. Wtedy rozpoczynam poszukiwania przy użyciu innych wyszukiwarek.

Co ciekawe, w przypadku bardziej odległych destynacji, bilety w jedną stronę niewiele różnią się cenowo od biletu return. Dla przykładu, gdybyśmy kupowali lot w dwie strony do Tajlandii, zapłacilibyśmy 1950 zł. Kupując w jedną, cena wyniosła 1450 zł. Ceny sprawdzałem prawie codziennie przez dwa miesiące i niestety ani drgnęły (chociaż na pewno lepiej, niżby miały drgnąć w górę), więc kupiliśmy lot z linią Qatar Airways. Mogliśmy jeszcze wziąć coś nieco tańszego, ukraińskimi liniami, ale w świetle ostatnich wydarzeń u naszych wschodnich sąsiadów, nawet dla takiego skąpca jak ja, była to opcja zbyt ryzykowna.

Po regionie Azji Południowo-Wschodniej jeszcze nie lataliśmy, ale w grę wchodzi w zasadzie tylko jeden przewoźnik: www.airasia.comTo taki odpowiednik europejskiego RyanAir’a/Wizzair’a. Mając bagaż podręczny, można tanio i szybko przemieszczać się między wyspiarskimi krajami.

 

Wizy

Formalności związane z przekraczaniem granic chyba zawsze będą wywoływać w nas uczucie niepokoju. Niestety, opuszczając naszą kochaną strefę Schengen, jesteśmy skazani na posiadanie wiz do większości krajów. Da się jednak w tej materii zauważyć ogromny postęp. Kraje, które jeszcze kilka lat temu były na bakier z turystyką, teraz otwierają granicę i dokładają starań, aby procedury wizowe były jak najprostsze. Podróżowanie po Azji nie nastręcza większych problemów, jeśli na terytorium danego kraju nie planuje się pobytu dłuższego niż 30 dni. Wiele z nich, oferuje już „Visa on arrival”, czyli wizy wyrabiane dopiero przy przekraczaniu granicy. W taki sposób operuje na przykład Tajlandia, Kambodża, Indonezja, Filipiny czy Laos. Birma, która przez ostatnie 50 lat była pogrążona w wojnie domowej, pod twardymi rządami junty wojskowej, od roku 2012 otworzyła granice lądowe (wcześniej można było się dostać tylko samolotem) a od października 2014 uruchomili usługę e-wizy!

Jak widzicie, obowiązek wizowy, który z samej nazwy brzmi groźnie, nie jest już aż tak zatrważający jak by można było przypuszczać. Wystarczy w podróż wziąć kilka zdjęć paszportowych a w szczególnych przypadkach, wizę można zawsze wyrobić w sąsiednich krajach. Zawsze jednak warto zawczasu doczytać, jak wyglądają procedury wizowe do poszczególnych państw, żeby później nie zostać niemile zaskoczonym.

Dla przykładu, opiszę Wam jak wyglądały nasze formalności dotyczące wyrobienia wizy do Tajlandii i do Rosji, gdzie byliśmy w zeszłym roku. W przypadku wizy Tajskiej, wypełniliśmy wnioski, pojechałem do ambasady, złożyłem wniosek, dałem po jednym zdjęciu i uiściłem opłatę (240 zł za 4 miesiące). Przyjęcie wniosku zajęło 5 minut. Trzy dni później kurier zapukał do drzwi z naszymi wizami. Koniec. Rosja – po przeczytaniu procedury wizowej, bałem się iść do ambasady. Wiza na 30 dni była możliwa tylko z rezerwacjami hotelów na cały okres. Zrobiliśmy fikcyjne rezerwacje, zanieśliśmy dokumenty do pośrednika (nadal bałem się sam iść do ambasady), pośrednik musiał wykupić dla nas voucher turystyczny i wnieść opłatę konsularną. Do ceny wizy wliczały się koszt rozpatrzenia + opłata konsularna + voucher + pośrednik = 500 zł na osobę. Podczas rozpatrywania wniosków dzwoniła do nas pani z konsulatu, aby dopytać o nasze plany i miejsca zakwaterowania. Po dwóch tygodniach, wizy mieliśmy w domu. Dopiero wtedy mogłem anulować rezerwacje. Chcemy przez to powiedzieć, że załatwianie wizy rosyjskiej, w innym kraju, mogłoby być karkołomnym zadaniem.

 

Zdrowie i szczepienia

Zdrowie ważna rzecz. Ostatnie czego chcemy na wakacjach, to obudzić się z odruchem wymiotnym i sraczką. Jak wiadomo, miska nie zawsze jest pod ręką, więc dodatkowo takie epizody mogłyby zakończyć się wizytą w pralni dywanów. Ale żarty na bok. W naszym wesołym związku toczymy od dawien dawna walkę o zdrowie. Po jednej stronie barykady stoję ja – który nie znosi lekarstw i lekarzy, oraz Marta – która podchodzi do spraw zdrowotnych z dużą dozą przezorności. Ja w podróż bym najchętniej zabrał tylko szczoteczkę do zębów i mydło a Marta cały zestaw medykamentów, na wszelkie możliwe dolegliwości. Można się domyśleć, że żadne podejście nie jest do końca właściwe. Jak zawsze, najważniejszy jest balans. Kompletowanie apteczki według nas, powinno sprowadzać się tylko do podstawowych leków i akcesoriów. Dla tych, którzy w podróż próbują zabrać cały szpital, informacja – w innych krajach też są lekarze i apteki. Prócz podstawowych leków na ból głowy czy brzucha, resztę można sobie darować i w razie potrzeby kupować na miejscu. 

Inną sprawą są szczepienia. Przed wyjazdem długo zastanawialiśmy się, czy warto je robić. Według Sanepidu, przed wyjazdem do Azji Poudniowo-Wschodniej, nie ma obowiązkowych szczepień. Istnieje jedynie wykaz zalecanych szczepień. Co ciekawe, patrząc na ów wykaz, można zobaczyć, że praktycznie gdziekolwiek jadąc w świat, warto być na kilka chorób zaszczepionych. Nie wiedząc gdzie nas los poniesie, zdecydowaliśmy zaszczepić się na WZW A, dur brzyszny i polio. Szczepienia robiliśmy w Łodzi w szpitalu Wł. Biegańskiego i wyniosły nas 400 zł na osobę: 165 zł – Dur brzuszny, 135 zł – WZW A, 100 zł – Polio.

Przy wyjazdach do Azji, jak bumerang powraca pytanie o Malarię. Groźna choroba, roznoszona przez komary, przez długie lata dziesiątkowała mieszkańców biedniejszych regionów Afryki i Azji. Kwestia szczepienia w tym przypadku nie jest problemem, ponieważ.. na Malarię nie istnieje szczepionka. Na szczęście, jeśli nie zapuszczasz się w głęboką dżunglę ryzyko zachorowania jest bardzo znikome. Jako profilaktykę można stosować jedynie odstraszacze na komary, które najlepiej zakupić na miejscu, moskitiery lub tabletki typu „Malarone”, które łyka się profilaktycznie, będąc w regionie o wysokim zagrożeniu. My te tabletki kupiliśmy w Polsce, ale chyba lepiej by było kupić coś ewentualnie na miejscu. Skoro mają chorobę, to i muszą mieć na nią skuteczne lekarstwa. Poważniejszym zagrożeniem niż Malaria jest Denga, czyli wirus przenoszony również przez komary wywołujący nagłą gorączkę, ból głowy, problemy żołądkowo-jelitowe oraz ogóle osłabienie. Szczepionki ponownie brak. Choroba zazwyczaj trwa 7 dni i następuję wyzdrowienie . Podobnie jak w przypadku Malarii, pozostaje profilaktyka przed ukąszeniami komarów. Przez tak długi pobyt nie da się całkowicie uniknąć ugryzień. My zazwyczaj dzień kończymy z kilkoma ukąszeniami ale po Dendze ani śladu. Czekamy.. Podsumowując, jadąc do Azji z myślą głównie o miejscach turystycznych, szczepionki wydają się zbędne. My stwierdziliśmy, że podczas długiego pobytu możemy wylądować w różnych miejscach, od morza, po góry porośnięte dżunglą, więc zaszczepić się nie zaszkodzi.

 

Ubezpieczenie

Nie jest łatwo tanio i dobrze ubezpieczyć się na pół roku, tyle możemy Wam powiedzieć. Po przejrzeniu wielu ofert polskich ubezpieczycieli nie znalazłem nic zadowalającego. Nie dziwię się co prawda, bo jak na polskich turystów mieliśmy dwa dość nietypowe wymagania:

  • Ubezpieczenie na 6 miesięcy
  • Ubezpieczenie ważne bez biletów powrotnych

Większość firm ubezpieczeniowych, wymaga biletu powrotnego przy rozliczaniu ewentualnych roszczeń. My biletu powrotnego nie posiadamy, dlatego takie firmy na starcie odpadały. Prócz tego, nasza polisa musiała zawierać przede wszystkim ubezpieczenie od uprawiania sportów, chorób tropikalnych oraz odpowiedzialności cywilnej na wysoka kwotę.

Początkowo rozważaliśmy ubezpieczenie typu „Planeta młodych” albo „Euro 26”. Są one bardzo tanie – w najdroższej opcji kosztują około 140 zł. Jak można się domyślić, za taką kwotę nie otrzymamy zbyt wiele. Brak jest chociażby ubezpieczenia od chorób tropikalnych. Co więcej, sumy na które jesteśmy ubezpieczeni od nieszczęśliwych wypadków, lub w przypadku dłuższych pobytów w szpitalu są śmiesznie niskie. A szpitale potrafią wystawić naprawdę duży rachunek.

Ostatecznie, najlepsze ubezpieczenie w rozsądnej cenie znaleźliśmy w brytyjskiej firmie True TravellerSpecjalizują się w ubezpieczeniach dla podróżników, backpackersów i nomadów. Nie wymagają biletu powrotnego a ubezpieczenie można przedłużyć będąc w podróży. Niewiele firm na to pozwala. Ubezpieczenie obejmuje bardzo dużo sportów (prócz zimowych i wysokogórskich, za które trzeba dodatkowo płacić), choroby tropikalne i ma bardzo wysokie kwoty ubezpieczenia zdrowotnego. Dla przykładu, z True Traveller pokrycie kosztów leczenia sięga 10 milionów zł a w przypadku Euro26 jedynie 240 tys. zł. Wydaje się bardzo dużo, ale koszty hospitalizowania w przy poważniejszych wypadkach mogą być astronomiczne. Wariant który wybraliśmy, na pół roku kosztował nas na dwie osoby 330 funtów, czyli około 1700 zł. Obyśmy nigdy nie musieli z naszego ubezpieczenia korzystać 🙂

 

Z drugiej części o przygotowaniu do długiej podróży dowiecie się:

  • Jak planowaliśmy budżet na wyjazd
  • Jak wyglądał proces kompletowania bagażu
  • W jaki sposób rozwiązaliśmy sprawę pustego mieszkania i korespondencji
  • Jak utrzymujemy kontakt z rodziną
  • Dlaczego ważna jest wiedza na temat miejsca w które jedziemy

podziel_sie

7 Komentarzy

  1. Dobre wskazówki. Pozdrowienia 🙂

  2. Rafalsays:

    kolejny swietny wpis 🙂 takie konkrety to lubie. Wasz blog mozna wsyztskim polecac jako kompendium wiedzy turystycznej 🙂

  3. Oliwcia :3says:

    Jej, kiedyś też tak będę podróżować jak wy 😀

  4. aleksandrasays:

    Dzięki za posta! Właśnie ostatnio ktoś mi mówił o stronie, gdzie można wyhaczyć super tanie bilety, ale oczywiście nie mogłam zapamiętać. My dopiero stawiamy pierwsze kroki, więc robię przegląd blogów. Jeśli chodzi o szczepienia, to na pewno zaszczepić się warto! w dobrym, certyfikowanym centrum medycyny podróży – u nas na Płockiej są np. 2 ośrodki, ale wybieramy się do Prosenu, bo znajomi sobie chwalą specjalistkę medycyny podróży. W lisotpadzie wyjeżdzamy do Tajlandii i już nie mogę się doczekać!

    • Mariuszsays:

      Hej Ola!

      Super, że post się przydał 🙂
      Życzę niezapomnianych wrażeń z podróży!

Zostaw komentarz

Twój mail nigdy nie zostanie udostępniony osobom trzecim. Wymagane pola są zaznaczone.